Ile kobiet marzy o pięknych, dużych ustach, których nie trzeba powiększać makijażowymi trickami? Pewnie znalazłoby się ich całkiem sporo. Widać to zresztą po gadżetach, które ostatnio wzbudziły wiele kontrowersji i wyrządziły niemało krzywdy nierozważnym duszyczkom. Na takie nowinki nie będę się porywać, bo w szufladzie z kosmetykami mam swój mały zestaw do szybkiego powiększania ust. Składa się z trzech produktów!


Bo istnieją znacznie prostsze sposoby, by nie bolało, dużo nie kosztowało i obyło się bez opuchnięć i krwi. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam w drogerii produkt do ust od DermoFuture, tylko zaśmiałam się w duszy. Kto w to uwierzy... pomadka powiększająca usta? Niemożliwe. Bo tak naprawdę nie mamy tutaj styczności z niewyobrażalną zmianą, a mam wrażenie, że wiele osób na to liczyło. Gdy w grę wchodzi marketing, to każdy produkt obiecuje więcej, niż w rzeczywistości może. Przed wypełniaczem do ust długo się wzbraniałam, aż trafił w moje ręce zupełnie przypadkiem. Gdy się jednak odważyłam wypróbować jego działanie, miałam wrażenie, że ucieknę gdzie pieprz rośnie! Uczucie mrowienia trwało kilkanaście minut! Wystraszona szybko zmyłam produkt i zajrzałam do składu. Wszystko jasne - pieprz cayene! Dlatego dzisiaj opiszę dla Was wersję, która pojawiła się troszkę później, nie ma przezroczystego koloru, ale... lubię ten delikatny efekt!

Hialuronowy wypełniacz do ust od DermoFuture

To druga wersja produktu, który serwuje nam DermoFuture. Lżejsza, delikatniejsza i mająca u mnie inne zastosowanie - jako baza pod pomadkę. Jeżeli liczycie na spełnione obietnice producenta, to nie tutaj. Chociaż pierwsza wersja naprawdę sprawa, że moje usta deliaktnie 'puchną' na godzinę czy dwie, to tutaj takiego efektu nie ma. Może przy regularnym stosowaniu, tak jak zaleca producent, ale mam tyle innych, fantastycznych produktów, że żal mi je porzucić na rzecz tego jednego. A więc co po co właściwie po niego sięgam? Działa trochę jak wazelinka, olej kokosowy a dodatkowo... baza pod pomadkę. Jednym słowem usta się nie przesuszają, są zadbane, ale idealne do aplikacji matowej pomadki. Konsystencja przypomina krem, szybciutko się wchłania i nie krzywdzi ust - a przynajmniej moje jeszcze skargi nie złożyły. Więc chociaż nie daje efektu WOW, to jest moim tajnym narzędziem przed... 

Makijażem wykonanym za pomocą konturówki i pomadki .Nie będę Was zwodzić - to niezawodny, bezpieczny (i często tani!) sposób na powiększenie ust. Wybrałam duet od Wibo - matową pomadkę Million Dollar Lips i konturówkę Lip Define. Tanie, trwałe i niezawodne.

Krok po kroku:

  • W pierwszej kolejności należy zadbać o nawilżenie ust. Wystarczy ulubiona pomadka ochronna nałożona kilka minut przed częścią makijażową. 
  • Aplikujemy produkt od DermoFuture i pozostawiamy go do wchłonięcia.
  • Konturówką obrysowujemy swój naturalny kształt ust.
  • Minimalnie wyjeżdżamy poza kontur, ale tylko w części środkowej - kąciki ust powinny pozostać podkreślone zgodnie z naturalnym kształtem. 
  • Rozcieramy wewnętrzną granicę kredki tworząc delikatne ombre - możemy to zrobić zarówno za pomocą pędzelka, jak i opuszka palca. 
  • Następnie aplikujemy pomadkę, której kolor zgrywa się z konturówką. 




Koniec wyzwania #loveyourlipsweek. Nie oznacza to jednak, że makijaż ust nie będzie częściej gościł na blogu. Niech tylko moja toaletka przejdzie jesienne porządki, a na pewno znajdziecie się kilka gagatków, które zasłuży na swój kącik na blogu! Tymczasem... dziewczyny też mają dla Was coś specjalnego, na zakończenie tego nietypowego tygodnia. Jesteście gotowi? Zajrzyjcie do nich!

Agnieszka - agwerblog.pl |  Justyna - hushaaabye.pl |  Alicja - kotmaale.pl |  Paulina - paulinablog.pl |  Olga - apieceofaly.pl |  Justyna - okiemjustyny.blogspot.com |  Patrycja - tbof.pl

niedziela, 25 września 2016

Czy jest możliwe bezbolesne, domowe powiększenie ust?

Strobing, strobing, strobing... ile razy usłyszeliście ostatnio to określenie? Jedni twierdzą, że to prawdziwy hit makijażu, inni natomiast zarzekają się, że to tylko odgrzewany kotlet. Co by nie mówić - rozświetlanie jest fajne! Czy to powiek policzków, noska... ust? Bo ja dzisiaj będę rozprawiać nie o samym strobingu, a o fantastycznym wykorzystaniu rozświetlacza w makijażu ust. Łapcie za pędzle i zaczynamy! 


Nie lubię wykorzystywać kosmetyków w oczywisty sposób. Jak już są, to dlaczego odrobinę nie zaszaleć? Dzisiaj główną gwiazdą jest... rozświetlacz. Wybrałam jeden spośród ulubionych i to on będzie królował w dzisiejszym wpisie. Jeden produkt - kilka kolorów i przyzwoita pigmentacja. Ale o tym za chwilę, bo najpierw opowiem o pomadce. 


Golden Rose Sheer Shine 04

Znowu. I znowu Golden Rose. Tylko że tym razem, nie jest to ani matowa wersja ani trwała. Właściwie pomadka Sheer jest ledwo widoczna. Dostępna jest w 32 kolorach, chociaż ma zapewniać 'transparentne' i połyskujące wykończenie. W większości to typowe nudziaki a kolorek 04 delikatnie wpada w brudny róż. Jednak po aplikacji ładnie stapia się z naturalnym kolorem ust. To bardzo dobrze, bo w dzisiejszym makijażu będzie jedynie bazą. Bardzo kremowa konsystencja sprawia, że produkt lekko sunie po ustach, nie zastyga i daje wykończenie typowe dla pomadek nawilżających. No i ten filtr - mamy tutaj 25 SPF, czyli w zupełności wystarczająco, jak na pomadkę! Na trwałość mogłabym odrobinę kręcić nosem - jednak byłoby to bardzo nieładne zagranie, bo konsystencja pomadki przyczynia się do tego, że produkt raczej nie zostanie zbyt długo na ustach.
Cena: 14,90zł


Glamour Schimmer

Nie trudno zgadnąć jaką kolekcją był inspirowany. To rozświetlacz do zadań specjalnych - można nim wykonać delikatny makijaż oka albo po prostu użyć do strobingu. Ma drobinki, które delikatnie migoczą na skórze a dzięki pięciu różnokolorowym paseczkom, efekt ten jest jeszcze ciekawszy. Jeżeli chcemy, możemy użyć  tylko wybranych kolorów - ja na powiekę nakładam najjaśniejszy, natomiast nosek muskam ostatnim kolorkiem. To samo tyczy się skroni.

Pigmentacja bardzo przyzwoita, chociaż to samo mogłabym powiedzieć o trwałości. Niestety w dzisiejszym makijażu to, ile produkt utrzyma się na ustach nie jest zależne od rozświetlacza, ale gównie od pomadki.
Cena: około 21 zł


Dzisiaj postawiłam na minimalistyczny makijaż. Co prawda w ilości użytych kosmetyków się nie ograniczałam - podkład, korektor, puder, bronzer i produkt do brwi, ale używałam ich po troszku i z głową. Przy zbyt wyrazistym oku, trick z rozświetlaczem wyglądałby nieco imprezowo. Wiecie, taka druga kula dyskotekowa na sali. Jednak i w takim wydaniu mogliście mnie już zobaczyć, dokładnie TUTAJ.

Makijaż krok po kroku:


  • W przypadku pojawienia się suchych skórek używamy peelingu. Ewentualnie pozbywamy się martwego naskórka podczas krótkiego masażu szczoteczką do zębów. Efekt jest bardzo podobny i również nie pochłania zbyt dużo czasu. 
  • Usta pokrywamy cieniutką warstwą podkładu - dosłownie muskamy je pędzlem (lub gąbeczką czy palcami), którym wcześniej nakładałyśmy fluid. Zwiększy do przyczepność następnego produktu. 
  • Aplikujemy cienką warstwę pomadki  - w tym przypadku Golden Rose Sheer Shine. Chcemy, by jedynie koloryt ust został wyrównany. 
  • Opuszkiem palca nabieramy odrobinę rozświetlacza i wklepujemy go w usta zaczynając od środka. Stopniowo możemy aplikować produkt nieco po bokach, pamiętając, by gradient był jak najbardziej naturalny. 
  • Od Nas zależy jak intensywny błysk otrzymamy - od delikatnego rozświetlenia po piękną taflę. 



Efekt końcowy jest bardzo delikatny i subtelny. Jednak to dopiero w słońcu prezentuje się najokazalej. Co prawda swoje usta lubię  - a co, to nie wstyd coś lubić w sobie! - ale nie mogłabym powiedzieć, że wyglądają spektakularnie. Tymczasem odrobinka rozświetlacza sprawia, że wydają się wydatniejsze, pełniejsze... a mimo wszystko makijaż ten jest ledwo zauważalny. To jak, można go nazwać dziennym czy raczej odważnym? 

#loveyourlipsweek 

Raz, dwa, trzy... właściwie to szósty dzień wyzwania za nami. Sama jeszcze nie wiem, co zaserwuję na zakończenie, ale na pewno nie będzie nudno. Zajrzyjcie też na blogi innych dziewczyn, bo i tam dużo się dzieje!
Agnieszka - agwerblog.pl |  Justyna - hushaaabye.pl |  Alicja - kotmaale.pl |  Paulina - paulinablog.pl |  Olga - apieceofaly.pl |  Justyna - okiemjustyny.blogspot.com |  Patrycja - tbof.pl

sobota, 24 września 2016

Glamour Lips - Rozświetlacz na ustach?

Zazwyczaj lubimy swoje usta. Uwodzimy uśmiechem, czasami układamy je w podkówkę, gdy nasz partner nie chce na coś przystać a jeszcze innym razem wydymamy wargi niczym małpka, bo chcemy okazać całemu światu swoją dezaprobatę. Niektóre z Nas otrzymały duże, pełne wargi. Dla innych ratunkiem jest konturówka i pomadka w zbliżonym odcieniu. Ale wiecie co? Żadna pomadka nie będzie wyglądać ładnie, gdy na zębach są przebarwienia... 


Wybielające pasty do zębów

Ileż to past zalega na drogeryjnych półkach, a jedna drugą chciałaby przekrzyczeć, bo gwarantuje bielszą biel niż jej poprzedniczka. Obiecują śnieżnobiałe, perfekcyjne w każdym calu ząbki,  a tymczasem w wielu przypadkach niewiele mogą. Pasta ma przede wszystkim pozbywać się osadu i bakterii, które uzbieramy w ciągu dnia. Nie może być zbyt silna, by nie podrażniać dziąseł, ale także zbyt delikatna, bo nawet nie poczulibyśmy różnicy po jej użyciu. Wiele past posiada w składzie SLS-y. Staram się ich unikać z jednego względu - moja cera bardzo nie lubi tego dziadostwa, a wystarczy, że przy porannym myciu zębów (zbyt zaspana) nie zwrócę na to zbyt dużej uwagi i... bach, piana od pasty wokół ust oznacza, że na drugi dzień pojawi mi się tam drobna kaszka. 

Inne metody wybielania zębów

Więc chociaż często sięgam po pasty wybielające, to 'zjadam' przy tym niesamowicie dużo nerwów. Swoją drogą, rzadko osiągam taki efekt, jakiego bym sobie życzyła. Należy pamiętać, że w wielu przypadkach żółty odcień zębów to nie jest skutek złej higieny jamy ustnej, a naturalny kolor szkliwa. We własnym zakresie możemy co najwyżej pozbyć się przebarwień - tych spowodowanych głównie przez picie kawy czy herbaty. Jako posiadaczka naturalnie ciemniejszego szkliwa wiem, że o hollywoodzkim uśmiechu mogę zapomnieć. Zawsze można się ratować też paskami czy silnymi żelami, ale zdecydowanie nie polecam takiego rozwiązania osobom o nadwrażliwych dziąsłach. W efekcie możecie zyskać... brak efektu a w gratisie krwawienie z jamy ustnej. Nawet zbiegi przeprowadzane przez dentystów nie dają trwałych efektów - często jesteśmy zmuszeni do zmiany diety, by wydane pieniądze nie poszły na marne. Dodatkowo możemy być uczuleni na któryś ze składników, a do takiego zabiegu nie kwalifikują się przyszłe mamy lub te, które właśnie karmią swoje maluszki. Tymczasem skuteczne pozbycie się przebarwień, to sprawa naprawdę prosta. Czy uwierzycie, że wystarczy tylko... 


Węgiel aktywny

Kosztuje niewiele a do tego dostępny jest bez recepty. Możecie go kupić w każdej aptece, wybierając przy tym, czy wolicie wersję w tabletkach z możliwością samodzielnego rozkruszenia, czy też kapsułkach. W obu przypadkach koszt jest rozsądny - nie przekracza 10 zł. Właściwie sprzedawany jest na zupełnie inne dolegliwości, niż przebarwienia na ząbkach - podawany jest przy różnych problemach z brzuszkiem, ale wolelibyście nie czytać teraz o zatruciach pokarmowych. Posiada właściwości wiążące związki chemiczne, ale jednocześnie nie wiąże minerałów wapnia i magnezu.To sprawia, że pozbywa się tego, co zbędne a jednocześnie nie szkodzi naszemu szkliwu.  


Olej kokosowy

To prawdziwy killer na bakterie - szczególnie te powstające w jamie ustnej. Wszystko to zostało potwierdzone badaniami. Dodatkowo olej kokosowy, nierafinowany, jest w 100 % naturalny. Możemy go bezpiecznie spożywać, nie wytwarza piany, tylko rozpływa się w ustach. Mamy wpływ na jego stan skupienia - w wysokiej temperaturze zamienia się w ciesz, ale trzymany w cieniu i temperaturze pokojowej, przyjmuje postać stałą. Jest słodki w smaku, ale możemy łączyć go z innymi produktami, takimi jak mięta, eukaliptus, olej goździkowy czy soda oczyszczona.  


O wybielaniu zębów za pomocą oleju kokosowego dowiedziałam się ponad dwa lata temu. Odwiedzając ciocię w sklepie ze zdrową żywnością, słuchałam różnych historii o sposobach na zastosowanie naturalnych produktów. A o samym oleju kokosowym mógłby powstać jakiś epos rycerski, bo zasług ma co niemiara! Podobno codziennie żucie łyżeczki tego specyfiku gwarantuje nie tylko oczyszczanie organizmu, ale także jaśniejsze szkliwo. Nie wiedziałam jednak, że w połączeniu z węglem można spodziewać się znacznie lepszych efektów, dlatego gdy rok temu poznałam bloga Klaudyny Hebdy, długo się nie zastanawiałam i sama spróbowałam...  


Sposób przygotowania

Przepis chyba nie może być prostszy - potrzebujemy jedynie węgla aktywnego, oleju kokosowego, czegoś, czym będziemy mogli zmieszać oba składniki oraz pojemniczka do przechowywania naszej pasty. Jeżeli mamy zamiar przygotowywać ją przed każdym użyciem, wtedy ostatni element będzie zbędny. 

Składniki:
  • 1-2 łyżki oleju kokosowego nierafinowanego
  • 2-3 tabletki węgla (najlepiej w formie kapsułek

Jak przygotować pastę i jak jej używać - krok po kroku:
Pastę możemy przygotować w większych ilościach lub do jednorazowego użycia. Wyżej podałam przepis, który gwarantuje nam masę wystarczającą na kilka-kilkanaście użyć. 
  • W przygotowanym wcześniej pojemniczku rozgniatamy 2-3 tabletki węgla bądź rozcinamy kapsułki z proszkiem. 
  • Dodajemy łyżkę oleju kokosowego.
  • Całość mieszamy aż do uzyskania jednolitego koloru.
Pasta jest już gotowa, więc teraz kilka słów o jej użytkowaniu. Nie jest to nic niebezpiecznego - ten rodzaj wybielania zębów jest znacznie mniej inwazyjny, niż stosowanie produktów silnie wybielających. Dodatkowo nie ma co martwić się o podrażnienia dziąseł - jest wręcz odwrotnie, olej kokosowy ukoi je. Czarny kolor pasty nie brudzi - pozbędziemy się go przy użyciu gorącej wody. Warto jednak zaopatrzyć się w dodatkową szczoteczkę - chwilę zajmie, zanim pozbędziemy się z niej tłustego nalotu po oleju.
  • Nakładamy odrobinę pasty na szczoteczkę do zębów.
  • Delikatnie rozprowadzamy ją na zębach. Jest to o tyle łatwe, że czarny kolor pasty uwidoczni gdzie warto nałożyć jej nieco więcej.
  • Zamykamy usta i czekamy od 2 do 5 minut. Pasty nie połykamy. Naturalnym jest, że olej kokosowy zacznie się rozpuszczać pod wpływem ciepła. 
  • Następnie wypluwamy płyn, możemy delikatnie oczyścić zęby przy użyciu szczoteczki i wody. 
  • Ząbki będą gładkie i czyste, dlatego nie trzeba używać innej pasty.

Jak często stosować naturalną pastę? 

Częstotliwość używania pasty zależy właściwie od naszego szkliwa. Różnicę widać po pierwszy użyciu, ale... moje pierwsze stosowanie pasty wyglądało następująco: używałam jej przez tydzień, dzień po dniu w ramach wieczornego mycia zębów. Pozostałe dwa mycia wykonywałam swoją ulubioną pastą. Po siedmiu dniach wracałam o pasty raz na trzy dni a efekt był równie widoczny, jak kilka dni wcześniej. Jeżeli przypadni nam do gustu taka naturalna forma mycia zębów, warto zastanowić się nad całkowitą zamianą chemii na naturalny skład - w Internecie i książkach znajdziecie wiele przepisów, według których możecie przygotować domową pastę do zębów opierającą się głównie na oleju kokosowym. 

Nie oznacza to, że na rzecz naturalnego produktu zrezygnujemy ze świeżego oddechu. Chociaż pasta na bazie oleju kokosowego i węgla aktywnego nie zapewni nam mentolowego zapachu, to fani naturalnych kosmetyków znaleźli na to sposób - chociażby w postaci dodawanych listów mięty. 


Jak przechowywać?

Należy pamiętać, że przygotowana przez Nas pasta to kosmetyk naturalny - bez konserwantów i dodatków, które przedłużą jej ważność. Dlatego jeżeli zamierzamy zrobić jej więcej niż na jedno użycie - warto zadbać o odpowiednie opakowanie. Ja wybrałam malutki słoiczek, który możemy kupić w sklepie Tiger za 3 zł. Oczywiście uprzednio go wyparzyłam a następnie przełożyłam do niego moją pastę. W ostatnim etapie należy dodać naklejkę na spód opakowania - najlepiej z datą 'produkcji' naszego kosmetyku lub datą, do której powinniśmy zużyć pastę. Proponuję maksymalnie 3 miesiące. Uwaga, bo przy wyższej temperaturze konsystencja może zmienić się ze stałej w płynną -- nie oznacza to, że pata nadaje się tylko do kosza. To tylko olej kokosowy lubi robić takie figle. 


Ładny uśmiech to nie tylko kolorowa pomadka i perfekcyjnie obrysowany kontur ust. To także brak suchych skórek, zadbana cera i dobrze prezentujące się ząbki. Dlatego piąty dzień wyzwania #loveyourlipsweek potraktowałam nieco inaczej, z większym przymrużeniem oka i swobodą. Ja zaczęłam od strony pielęgnacyjnej... a co mają dla Was dziewczyny? Sprawdźcie, przeczytajcie, skomentujcie! 

Agnieszka - agwerblog.pl |  Justyna - hushaaabye.pl |  Alicja - kotmaale.pl |  Paulina - paulinablog.pl |  Olga - apieceofaly.pl |  Justyna - okiemjustyny.blogspot.com |  Patrycja - tbof.pl


piątek, 23 września 2016

Domowe laboratorium - Jak wybielić zęby w pięć minut?

O luksusie możecie czytać w drogich magazynach. Jego zalążek znajdziecie na każdej stronie, nawet tej z reklamą. Najpierw przeczytacie o kremie napinającym twarz lepiej niż chirurg plastyczny, później zobaczycie zapowiedź nowego zapachu, który ktoś umyślnie umieścił w kryształowej fiolce a zaraz obok, na zdjęciu zajmującym całą stronę macie cudowny apartament w centrum Warszawy - oczywiście luksusowy. Kosmetyki bywają równie często towarem luksusowym. A teraz pomyślcie, jakie było moje zdziwienie, gdy na pomadce za 17 zł znalazłam opis - luksusowa.


Jako humanistka nie mogłam sobie darować sytuacji, by zobaczyć co tam nam serwuje w tej kwestii słownik  PWN. Możemy wybierać spośród trzech znaczeń - luksus, jako warunki zapewniające wygodne życie, przyjemność, na którą można sobie rzadko pozwolić czy też drogi przedmiot ułatwiający lub uprzyjemniający życie. Śmiem więc twierdzić, że pomadka Colour Celebrities od Eveline w żadnym calu nie jest luksusowa.

Bo nie jest po prostu droga. Tymczasem ma wszystko to, czego pragnie kobieta - dobrą pigmentację, duży wybór kolorów, ładne wykończenie i cenę, która nie nadszarpnie domowego budżetu. Nie mogę więc pozostawić ją bez słowa! 


Colour Celebrities 601

Soczysta, uwodzicielska czerwień. Aby udowodnić, że i bez pędzelka wygląda jako tako, właśnie tak wykonałam dzisiejszy makijaż. Żadnej konturówki żadnych dodatków - jedna pomadka, jeden kolor - trójwymiarowy efekt! Jako że zdjęcie lubi odrobinę przekłamywać rzeczywistość, to dodam, że nie ma w niej żadnych pomarańczowych tonów. Chociaż kocham czerwone pomadki w wersji matowej, to ta satyna naprawdę da się lubić! Środek ust delikatnie połyskuje, dzięki czemu usta wydają się być większe, wydatniejsze i bardziej... kuszące. Pomadka nie zastyga, dlatego warto uważać, by nie znalazła się poza konturem ust - niestety, ale jest do tego zdolna. Warto odcisnąć nadmiar na chusteczce higienicznej. Ale ma to także swoje plusy, bo pomadka podczas aplikacji ładnie sunie po wargach a później daje ciągłe uczucie nawilżenia. 


Eveline - Kolekcja Colour Celebrities

Toż prawie zapomniałam napisać coś więcej o całej kolekcji Colour Celebrities! Liczy sobie aż 18 kolorów - to całkiem pokaźna gama, która pozwala nam wybierać pomiędzy różami, czerwieniami, nudziakami a także... typowymi, pomarańczowymi tonami. Znajdzie się i wersja burgundowa. Pomadka ta określana jest jako 3w1. Ma być nowatorska, trwała i nawilżająca. 

Wszystko dzięki takim składnikom jak kwas hialuronowy, który ma nie tylko nawilżać usta, ale także je wygładzać. Masło shea - bomba witaminowa, zapewniająca regenerację naskórka. Znalazły się także filtry ochronne UVA oraz UVB, bo nawet nasze usta są narażone na niekorzystny wpływ środowiska. Formuła jest kremowa i... trwała. Chociaż z tą trwałością odrobinkę mogłabym polemizować. Na pewno nie znika z ust po godzinie, ale jak przystało na kremową formułę - ściera się podczas jedzenia czy picia. Mimo wszystko, jak na produkt, który nie zastyga, jest to naprawdę przyzwoita jakość. Jednocześnie zawarte w składzie masło shea zapobiega wysuszeniu ust na wiór. Kolor i ochrona w jednym. Czy można chcieć wiecej?
Cena: około 17 zł / Dostępna w szafach Eveline Cosmetics


Colour Celebrities 607 

W to mi graj! Chociaż nie jestem zwolenniczką róży, to z tą wersją lubię spędzić popołudnie. Pomadka ta jest nieco mniej napigmentowana niż wersja 601, ale nie oznacza to, że nie radzi sobie z przykryciem ust już po pierwszej warstwie. To chłodny, lekko brudny róż, który nie do każdej karnacji okaże się strzałem w dziesiątkę. Chociaż to  ta sama formuła, to w tej wersji nie trzeba się martwić, że na wzór klauna rozmaże się poza kontur - kolor jest na tyle delikatny, że przy drobnym roztarciu powoli zanika. Nie trzeba więc bacznie spoglądać w lusterko przy każdej możliwej okazji. Na pewno nie jest to kolor, który mogłabym nosić codziennie, ale od czasu do czasu warto troszeczkę eksperymentować. 


Gdzie ten luksus?

Może to przez złote opakowanie, którw miało przywodzić na myśl luksusowe produkty. Albo zastosowany w kosmetyku kompleks Ever Shine TM, który odpowiada za to piękne, satynowe wykończenie. Wszystko by się zgadzało, tylko nie ta CENA. I bardzo dobrze, bo nie sztuką jest wydawać krocie na produkty, które mogą kosztować znacznie mniej. Bo my, kobiety, właśnie takich perełek szukamy i to właśnie je znacznie bardziej doceniamy. Od czasu do czasu rozpieszczamy się luksusowym dodatkiem, ale jakież spotyka Nas rozczarowanie, gdy bliżej mu do bubla niż produktu must have! Złota kolekcja od Eveline zasługuje - w moim mniemaniu - na złoty medal!

#loveyourlipsweek

Wpis czwarty zaliczony! Czas wykorzystać pozostałe trzy pomysły. A pozostałe dziewczyny również przygotowały dla Was coś specjalnego. Zajrzyjcie, przeczytajcie i komentujcie! :)

Agnieszka - agwerblog.pl |  Justyna - hushaaabye.pl |  Alicja - kotmaale.pl |  Paulina - paulinablog.pl |  Olga - apieceofaly.pl |  Justyna - okiemjustyny.blogspot.com |  Patrycja - tbof.pl

czwartek, 22 września 2016

Złota seria Eveline Colour Celebrities - luksus za grosze?

Może należę do mniejszości, a może okaże się, że ani trochę nie odstaję zachowaniem od przeciętnej użytkowniczki pomadek. Bo lubimy je używać, prawda? Tylko że czasami sama pomadka to za mało, a konturówki jakoś brak. Tylko sprytne kobiety przeżyją w miejskiej dżungli! A może wystarczy tylko jeden dodatkowy gadżet? 

4 pędzle - Nanshy, Maestro

Pomadki! Mogą być matowe, błyszczące, lekko satynowe. Niekiedy intensywne, czasami ledwo widoczne. Ale są i lubią dobrze prezentować się na naszych ustach. Tylko że... zazwyczaj łapię za pierwszą, lepszą pomadkę, kątem oka zerkam w małe lusterko i szybciutko nakładam ją na środek ust. Później niczym kusicielka ocieram jedną wargę o drugą jednocześnie będąc jedną nogą poza domem. Roztrzepane włosy, usta muśnięte kolorem- francuski szyk. Ale gdy jest ku temu okazja, wolę wybrać look z czerwonego dywanu, czyli pięknie podkreślony kontur ust.

Perfekcyjne usta, to duet składający się z pomadki i konturówki, a gdy tej drugiej brak, pustka musi zostać wypełniona. Wtedy niezbędny jest pędzelek do ust - a jaki on będzie, zależy już tylko od naszych umiejętności i oczekiwań. 

4 pędzle - Maestro, Nanshy

Czy warto kupować pędzelek do ust?

Wydaje się, że to tylko gadżet, zbędny dodatek. Przecież to do makijażu oka potrzebujemy zestawu pędzli - coś do aplikacji, blendowania, precyzyjnego rozcierania... A usta? Powinna wystarczyć nam wysuwana pomadka lub wersja z aplikatorem. Jeżeli jednak zależy nam na idealnym kształcie ust, który możemy powiększać lub zmniejszać - w zależności od upodobań - to chcąc, nie chcąc musimy pokusić się o zakup pędzla. Od Nas zależy, czy pędzel ten kosztować będzie majątek, rozsądną kwotę czy może dosłownie kilka złotych. Ja staram się wybierać takie pędzle, które w razie konieczności zakupu nowej sztuki, nie zrujnują portfela. Na pytanie czy warto, bez wahania odpowiem, że tak! Ale tylko wtedy, jeżeli naprawdę mamy ochotę sięgać po pomadki - i to nie tylko te ochronne. 

4 pędzle - Nanshy, Maestro

Pędzle Nanshy

Marka, z którą poznałam się najlepiej i nieprędko zamierzam z niej zrezygnować. Zakochałam się w syntetycznym włosiu, perfekcyjnie wyważonych trzonkach i postanowieniach marki - bojkotują przemoc wobec zwierząt. Dlatego wybór włosia jest nieprzypadkowy. Dodatkowo to własnie u nich znalazłam zwój idealny flat top, maltretowałam go dobry rok a dalej cieszy się u mnie nienaganną opinią. Wszystkie (lub prawie wszystkie) pędzle dostępne są w dwóch kolorach - perłowym i czarnym. W dzisiejszym zestawieniu znalazły się trzy pędzle, z czego dwa przeznaczone są do makijażu oka, ale równie świetnie sprawdzą się przy makijażu ust. To jest ten rodzaj uniwersalności, który naprawdę doceniam. Pędzle Nanshy przywędrowały aż z zza oceanu, dokładnie z USA. Każdy z wymienionych pędzelków kosztuje 29 zł i jest dostępny na stronie LadyMakeup.pl.

Lip 

Trochę z niego sztywniak! Ale i to ma swoje zalety. Wersja Lip przeznaczona jest przede wszystkim do malowania ust. Tej sztuce nie znalazłam jeszcze innego zastosowania - no, może w razie konieczności można nim zaaplikować korektor, w jakimś trudno dostępnym miejscu jak kącik oka czy płatki nosa. Jest to model płaski, zaokrąglony, chociaż spiczasty na końcu. Dobrze będzie sprawował się w rękach zarówno wizażystki, jak i amatorki. Ma jedną, szczególną cechę, która odróżnia go od niżej wymienionych pędzli - bez problemu możemy schować go do torebki. Jest to bowiem składany pędzelek, który posiada metalową skuwkę. W czasie malowania pełni ona funkcję trzonka, jednak szybko możemy zrobić z niej ochronkę i wrzucić pędzelek do kosmetyczki. 
Cena: ok 29 zł / LadyMakeup.pl

Liner

Niesłychanie precyzyjny, cieniutki i... przeznaczony do rysowania kresek na oku. Ale czemu nie wykorzystać go także w makijażu ust? Jest na tyle elastyczny i wyważony, że nie wygina się w każdym możliwym kierunku, ale jest zdecydowanie przyjemniejszy od wyżej wspomnianego Lip. Do niego trzeba mieć jednak sprawną rękę. Pomoże nie tylko w wyrysowaniu idealnego konturu, ale pozwoli na małą zabawę w aorystyczny makijaż - szczególnie fajnie sprawdził się, gdy szykowałam makijaż na Halloween! 
Cena: ok 29 zł / LadyMakeup.pl

Angled detailer

Właściwie pisane są mu cienie do brwi, ale nie z takimi rzeczami już sobie radził! Płaski, skośny model którym nie tylko poprawimy brwi, namalujemy kreskę, ale także narysujemy kontur ust i poprawimy go korektorem. Zrodził nam się kolejny pędzel do zadań specjalnych. Jest podobnie sztywny jak wersja Lip. Ten fikuśny kształt pomaga na dwojaką aplikację - albo samym czubeczkiem albo przy użyciu pełnej szerokości włosia. Ten pędzel najlepiej spędzi się w podróży - on sam zastąpi nam dwa wyżej wspomiane. Trzeba tylko pamiętać, że nie posiada skuwki, dlatego warto syzbciutko przemyć go odrobiną płynu micelarnego. 
Cena: ok 29zł / LadyMakup.pl

4 pędzle - Maestro, Nanshy

Maestro

Gdzieżbym śmiała się zbytnio rozpisać o tej marce, kiedy to tylko na jeden pędzel się skusiłam. Miało być tak pięknie - pierwszy zakup miał przerodzić się w wielką miłość i całą kolekcję pędzli. Wybrany przeze mnie model nie spełnił się jednak w jednej, bardzo prostej funkcji. Nie lubię, gdy kosmetyki i kosmetyczne gadżety kolekcjonują kurz, więc znalazłam mu nowe zastosowanie. Chociaż może kiedyś przyjdzie ta chwila, że podejmę jeszcze jeden kroczek w kierunku pędzli Maestro, ale jak człowiek raz się sparzy... to długo leczy bąble. Ale jeżeli chceci dowiedzieć się coś więcej o tych pędzelkach, to wpis Agnieszki na pewno Was nie rozczaruje! [KLIK]

Maestro 790 

Seria ta przeznaczona jest do makijażu oczu, a dokładnie do rysowania kresek. Są cieniutkie i występują w kilku rodzajach - ja wybrałam wersję prostą. Kolejny raz mamy styczność z włosiem syntetycznym - tym razem ma być to imitacja czerwonej kuny. Drewniany trzonek, niklowa skuwka...  Mam jednak wrażenie, że jakość wykonania bardzo odbiega od pędzli Nanshy. Pędzelek ma około dwóch lat, używany był rzadko a wygląda gorzej niż pędzle, które maltretuję codziennie. Jeżeli jednak chodzi o włosie... zupełnie nie sprawdził się jako pędzel do eyelinera, dlatego swoje zastosowanie znalazł w makijażu ust - a dokładnie przy aplikacji eyelinera, którym lubię poprawić wyrazistość konturu. Jest jeszcze cieńszy niż wersja Liner, dlatego nałożonego produktu nie muszę praktycznie rozcierać. 
Cena: 10 zł / LadyMakeup. 

4 pędzle - Maestro, Nanshy

A gdy nie mamy pędzelka...

Zawsze możemy użyć aplikatora od innej pomadki. Proponuję wybrać taki, który najbardziej lubimy, a gdy nasze mazidełko doczeka końca - po prostu wyrzucamy opakowanie, pozostawiać jednak aplikator. Wystarczy wymyć go w płynie micelarnym i wysuszyć.  Trzeba jednak pamiętać, by tak jak pędzle myć go po każdym użyciu. Nikt chyba nie lubi, gdy przenosi na usta dodatkową porcję bakterii. Jednym z moich ulubionych aplikatorów jest ten w pomadkach Golden Rose Longstay Liquid Matte. Jest niesamowicie mięciutki, precyzyjny i nie niszczy się od ciągłego kontaktu z produktem - a miewałam już takie aplikatory, które po niedługim czasie wyglądały jak futerko po praniu. 

Maestro, Nanshy, Golden Rose

#loveyourlipsweek


 Akcja - rewelacja! 8 dziewczyn, 8 blogów, czyli łącznie 56 wpisów, które będziecie mogli przeczytać w ciągu jednego tygodnia. Od dzisiaj do niedzieli będziemy serwować Wam najciekawsze posty o pomadkach - tych, które lubimy bądź nienawidzimy! Nie zabraknie tematów DIY, pielęgnacji i wszystkiego, co tylko krąży i obiega temat ust. Jesteśmy do Waszej dyspozycji i na Wasz odzew czekamy - wklejacie zdjęcia swoich ulubionych pomadek na Facebooka, profil na Instagramie i wszelkie możliwe portale. Nie zapomnijcie o hashtagu, dzięki któremu dotrzemy do nowych zdjęć - #loveyourlipsweek. 

Dzień trzeci dobiega końca, a ja zabieram się za wpis numer cztery! Po raz kolejny spróbuję Was zaskoczyć i mam nadzieję, że i następne wpisy będą równie chętnie komentowane! Pozostaje mi więc zaprosić do pozostałych dziewczyn, bo i one przygotowały coś... wypasionego?

Agnieszka - agwerblog.pl |  Justyna - hushaaabye.pl |  Alicja - kotmaale.pl |  Paulina - paulinablog.pl |  Olga - apieceofaly.pl |  Justyna - okiemjustyny.blogspot.com |  Patrycja - tbof.pl

środa, 21 września 2016

4 pędzle do ust, które warto sprawdzić - Nanshy i Maestro

W podróży bywa miło. Czujemy się szczęśliwi pomimo bolących stawów, niewygodnej pozycji i kilku godzin jazdy. Wszystko dlatego, że rozpoczyna się dla Nas nowa przygoda! Jesteśmy jednak na tyle wygodniccy, że brak jakiegokolwiek kosmetyku może przyprawić Nas o ból głowy. Dla wszystkich zapominalskich - 6 produktów, które sprawdzą się jako zamiennik pomadki ochronnej. Tanie, łatwo dostępne i najczęściej... naturalne. 

olej kokosowy, wazelina, oliwa z oliwek, maść z witaminą A, krem nawilżający, tani, domowy zamiennik

#loveyourlipsweek

 Akcja - rewelacja! 8 dziewczyn, 8 blogów, czyli łącznie 56 wpisów, które będziecie mogli przeczytać w ciągu jednego tygodnia. Od dzisiaj do niedzieli będziemy serwować Wam najciekawsze posty o pomadkach - tych, które lubimy bądź nienawidzimy! Nie zabraknie tematów DIY, pielęgnacji i wszystkiego, co tylko krąży i obiega temat ust. Jesteśmy do Waszej dyspozycji i na Wasz odzew czekamy - wklejacie zdjęcia swoich ulubionych pomadek na Facebooka, profil na Instagramie i wszelkie możliwe portale. Nie zapomnijcie o hashtagu, dzięki któremu dotrzemy do nowych zdjęć - #loveyourlipsweek
olej kokosowy, wazelina, oliwa z oliwek, maść z witaminą A, krem nawilżający, tani, domowy zamiennik

Komu w drogę, temu czas! Ale... swoją drogą ten wpis nie przyda się jedynie niezapominalskim. To po prostu kilka pomysłów, dzięki którym wyjście na zakupy nie będzie koniecznością. W domowym zacziszu mamy wiele produktów, które w naszym mniemalniu spełniają jedną lub dwie role. Nie ma co się ograniczać, gdy można wykorzystać je także w zupełnie inny sposób. Często równa się to z oszczędnością czasu i pieniędzy. Niektóre z wykorzystanych przeze mnie produktów mają naprawdę niską cenę, dlatego warto je mieć, bo a nuż widelec się przydadzą!

Masło shea

Szukać go najlepiej w domu osoby, którą fascynuje naturalna pielęgnacja. Ja dostałam mój pojemniczek od cioci, bym mogła zabawić się w kosmetyczne DIY i stworzyć kilka balsamów i produktów do smarowania skóry, które składać się będą tylko z naturalnych składników. Masełko to jest nierafinowane, nieuczulające i kosztujące niewiele - niecałe 14 zł za 100 ml. W temperaturze pokojowej ma konsystencje stałą i wydaje się być twardą bryłą. Wybrałam wersję z Olvity, bo poleca ją najwięcej osób. Mogę bez zająknięcie polecać ich olej kokosowy, dlatego co do masła shea też nie miałam wątpliwości. To masełko sprawdzi się także u dzieci - u nich nie trudno doszukać się zajadów czy suchych skórek. Masło shea charakteryzuje się dobrą wchłanialnością i właściwościami uelastyczniającymi naskórek. Będzie to więc bezpieczna alternatywa dla produktów drogeryjnych. A dostępność? O masełko warto pytać w sklepach ze zdrową żywnością.
Cena: ok 14 zł / Masa: 100 ml / Olvita

olej kokosowy, wazelina, oliwa z oliwek, maść z witaminą A, krem nawilżający, tani, domowy zamiennik

Olej kokosowy

Znajdą się tacy, którzy negują jego wspaniałe właściwości. Na mnie jednak nie liczcie. Kiedy dowiedziałam się, że miałabym smarować olejem włosy, skórę czy paznokcie - parsknęłam śmiechem. Zbyt bardzo byłam zapatrzona w drogeryjne produkty, zbyt bardzo ślepa na naturalne kosmetyki, które mamy i używamy w kuchni. Ale spróbowałam i nie śmiem narzekać. Olej kokosowy ma tyle zastosowań, że mogłabym temu poświęcić co najmniej dwa wpisy. Nie wszystkie zadziałają na każdego, ale wiele z nich przynosi tak wspaniałe efekty, że grzechem jest nie podjąć próby. Chociażby używanie oleju zamiast pomadki. Łatwo się rozprowadza, wolniutko wchłania a do tego jest przepyszny. Możemy zlizać to z warg bez obaw, że właśnie dostarczyliśmy sobie do przetrawienia pół tablicy Mendelejwa. Za to kwasy tłuszczowe nasycone są odporne na temperaturę. Jeżeli chodzi o nawilżenie, to olej kokosowy działa podobnie jak masło shea, tyle że słodki smak sprawia, że chętniej po niego sięgam. Należy jednak pamiętać, że pod wpływem temperatury zmienia się z z ciała w stałego w ciecz, dlatego nie jest to najlepszy pomysł, by nosić go w torebce tak, jak wazelinkę. W najbliższym czasie postaram się jednak stworzyć pomadkę, która będzie opierać się głównie na oleju kokosowym, ale w bezpieczny sposób będziecie mogli mieć ją zawsze przy sobie!
Cena: około 14 zł / Masa: 200 ml / Olvita

olej kokosowy, wazelina, oliwa z oliwek, maść z witaminą A, krem nawilżający, tani, domowy zamiennik


Oliwa z oliwek

Stanowi dla mnie ostateczną, deskę ratunkową. Lubie jej smak... ale tylko w połączeniu z pyszniutką, zieloną sałatką. Inaczej troszeczkę mnie odrzuca, ale kto by tam narzekał, gdy sytuacja jest krytyczna. Oliwa z oliwek to prawdziwa bomba witamin i minerałów - a co najważniejsze, nasza skóra chętnie je przyjmuje. Za brak utraty wody odpowiada witamina F, której całkiem sporo znajdziemy własnie w oliwie z oliwek. Ważne jednak, by wybierać tę najwyższej jakości - zimnotłoczoną. Jeżeli dodamy do niej witaminę E, to uzyskamy produkt idealny do masażu - także ust. 
Cena: około 30 zł / Masa: 50 ml / Olvita 

olej kokosowy, wazelina, oliwa z oliwek, maść z witaminą A, krem nawilżający, tani, domowy zamiennik

Krem nawilżający

Krem do twarzy - aplikujemy go na dzień, czasami na noc. Może mieć różne właściwości - rozjaśniające, odżywiające, ale Nas najbardziej interesuje wersja nawilżająca, najlepiej ta na noc. Skoro aplikujemy go na twarz, to nic złego nie ma w tym, by odrobinkę nałożyć również na usta. Warunek jeden - nie zjadamy. To nie jest słodki peeling z oleju kokosowego i cukru. Czekamy aż dostatecznie się wchłonie, a następnie możemy go zmyć. Niektóre kobiety smarują usta tuż przed snem, co daje im kilka godzin na poprawę stanu usteczek. Najlepiej wybierać kremy z naturalnymi składami bądź takie, w których brak kontrowersyjnych składników. Dobrze jest nosić w torebce miniaturkę kremu, która w razie potrzeby posłuży nam w dwojaki sposób!

olej kokosowy, wazelina, oliwa z oliwek, maść z witaminą A, krem nawilżający, tani, domowy zamiennik

Najpierw peeling, potem wazelina

A skoro o peelingu już wspomniałam, to czas ten temat rozwinąć. Ładne usteczka do takie, które nie straszą suchymi skórkami. Zanim jednak usta nawilżymy, trzeba się ich jakoś pozbyć! Wystarczy odrobinka oleju kokosowego zmieszana z cukrem bądź kokosowymi wiórkami. Później wykonujemy delikatny masaż ust naszym nowym peelingiem i już możemy zachwycać się mięciutkimi poduszeczkami zamiast warg. Dopiero teraz aplikujemy wazelinkę. Na rynku możemy kupić ją w malutkich pojemniczkach, o różnych smakach i z przeznaczeniem typowo do aplikacji na usta. Zazwyczaj znajdziemy jednak w domu duży pojemniczek najzwyklejszej wazeliny kosmetycznej. A do czego nam posłuży? Zawsze to powtarzam - działa jak rękawiczki. Przed wyjściem najpierw kremujemy ręce, a później dodatkowo zabezpieczamy je przed mrozem. I takie jest jej zadanie - tworzy delikatną barierę, która zapobiega oddawaniu wody. Dlatego stosowana na twarzy może zapychać. Moją małą miłością są wazelinki z Vaseline, ale... te są specjalnie dedykowane pielęgnacji ust, a ja dzisiaj szukam domowych, prostych zamienników!
Cena: około 7 zł / Masa: 125 ml / ISANA - dostępna w Rossmannie

olej kokosowy, wazelina, oliwa z oliwek, maść z witaminą A, krem nawilżający, tani, domowy zamiennik

Maść z witaminą A

Często stosowana przy cerze problematycznej. Dla niektórych dziewczyn stanowi zamiennik kremu pod oczy a dla mnie - pomadki do ust. Niesamowicie tania i dostępna w każdej aptece. Ten specyfik za niecałe 5 zł powinien być nie tylko w apteczce każdej z Nas, ale także kosmetyczce. Pomoże w walce zajadami, odżywki usta i zabezpieczy je przed zimnem. A gdy przesadzimy z peelingiem, pomoże nam w szybkiej regeneracji naskórka. Dodatkowo możemy stosować ją także jak krem na twarz. Wystarczy cieniutka warstwa, którą nakładać będziemy regularnie, by zauważyć pożądane efekty. Wszystko to dzięki witamince A, zwanej w kosmetyce retinolem. Zyskała także miano witaminy młodości, bo nastolatkom pomaga w walce z trądzikiem, a dojrzałym kobietom przeciwdziałać powstawaniu zmarszczkom. 
Cena: do 5 zł / Masa: 25g / Dostępna w aptekach

Bonus

Domowa, bananowa maseczka

Trzy składniki, dwie minuty i jedna maseczka, która pomoże zadbać o usta. Domowy sposób na to, jak poradzić sobie bez kosmetyków. Jedyny problem może stanowić olejek rycynowy, chociaż założę się, że wiele kobiet nie raz używało go jako odżywki do rzęs. Nasza tajemnicza mikstura to kawałek świeżego banan, jedna łyżeczka śmietany oraz kilka kropel oleju rycynowego. Maseczkę nakładamy na usta i zmywamy po około 30 minutach. Możemy aplikować ją kilka razy w miesiącu! Tania, łatwa w wykonaniu i jeszcze niezbyt popularna!

olej kokosowy, wazelina, oliwa z oliwek, maść z witaminą A, krem nawilżający, tani, domowy zamiennik

To już drugi wpis z serii #loveyourlipsweek. W zapasie mam dla Was jeszcze pięć wpisów - każdy inny, ale każdy celujący w jeden temat - jak sprawić, by nasze usta zawsze świetnie wyglądały. Tymczasem dziewczyny mają dla Was kolejne wpisy, więc nie zapomnijcie zajrzeć i do nich!


Agnieszka - agwerblog.pl |  Justyna - hushaaabye.pl |  Alicja - kotmaale.pl |  Paulina - paulinablog.pl |  Olga - apieceofaly.pl |  Justyna - okiemjustyny.blogspot.com |  Patrycja - tbof.pl

Jesień czuć już w kościach. A jak Wy dbacie o Wasza usta? 

wtorek, 20 września 2016

DIY | Proste i domowe zamienniki pomadki ochronnej

Ostanie wpisy na Instagramie @ekstrawagancka

© ekstrawagancka | Kobiecy lifestyle. Design by Fearne.